expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

sobota, 29 czerwca 2013

rhodes - rodość

Cześć!
Witam po długiej nieobecności. Ten miesiąc był dla mnie jednym wielkim relaksem. Zrobiłam sobie niezamierzony detoks od elektroniki. Nie ładowałam telefonu, nie wchodziłam na neta i nie oglądałam telewizji. Leniuchowałam, czytałam, spotykałam się z rodziną, przyjaciółmi i powiem szczerze, że na jakiś czas znalazłam się w miniraju. Ciężko będzie teraz wrócić do rzeczywistości, ale - jak pisałam kilkakrotnie - twardo stąpać po ziemi pomaga mi błądzenie w chmurach, dlatego zabieram się już do planowania sobie kolejnych przyjemności.
Jeśli jesteście dopiero przed urlopem, to polecam Rodos, w którym miałam przyjemność w tym roku nieco pokoczować. Byliśmy w hotelu w samej stolicy wyspy. 2 minuty spaceru i lądowaliśmy na cyplu, przy którym łączy się burzliwe morze Egejskie i spokojne Śródziemne. Polecam stronę zachodnią wyspy, bo jest bardziej dzika i od strony egejskiej wieje cudna bryza. 
Jeśli też spędzaliście tam kiedyś wakacje, napiszcie jak Wasze wrażenia, bardzo chętnie poczytam.

Pozdrawiam,
Karolina

poniedziałek, 27 maja 2013

kocham cię jak irlandię

Karolina: Cześć!
Trzy lata temu postanowiliśmy w szóstkę wybrać się na małą wycieczkę. Ponieważ nasza czwórka mieszka w Krakowie, a pozostała dwójka pod Częstochową, postanowiliśmy spotkać się w połowie drogi. Żadne z nas nie jest zagorzałym wędrowcem, więc dość ciężko spotkać nas z nowocześniejszą wersją plecaka ze stelażem, do którego mamy wepchnięty namiot, śpiwór i karimatę, ale wszyscy zgodnie lubimy "coś zobaczyć". 
Tym razem padło na... Irlandię, ale nie tę prawdziwą, na wyspie, ale naszą, polską. Uwierzcie mi, że naprawdę nie trzeba lecieć tylu kilometrów, by zobaczyć coś równie zachwycającego.
Jesli nie wiecie, o czym mówię, to już wyjaśniam. Chodzi mi o Szlak Orlich Gniazd (szlak turystyczny zaczynający się w Krakowie, a kończący w Częstochowie). Niestety w ciągu jednego weekendu nie udało nam się ogarnąć wszystkich zamków i warowni, ale udało się odwiedzić Bobolice i Mirów.

Ania: To był naprawdę fajny wypad, który koniecznie trzeba powtórzyć! W połowie drogi na pewno znajdzie się jeszcze przynajmniej kilka miejsc wartych odwiedzenia. Mieszkaliśmy w takim drewnianym domku, okolica bardzo spokojna, wokół lasy. Szkoda tylko, że był to listopad i nie można było zrobić jakiegoś grilla czy ogniska, bo i ku temu warunki były idealne. Trochę pozwiedzaliśmy, pospacerowaliśmy, spędziliśmy miło czas. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś w tym gronie gdzieś wyskoczymy!