expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

poniedziałek, 20 maja 2013

Razem lepiej, w kupie raźniej :)




Cześć!

Za kierownicą nie spędzam już wprawdzie tyle czasu, co kilka lat temu, gdy 1000 km tygodniowo nie było żadnym wyczynem. Swoją drogą… ciekawa jestem czy moje koleżanki pamiętają trasę Huta – Krowodrza przez Tyniec, którą przemierzyłyśmy moją niezapomnianą niebieską strzałą :D 

Nie odbiegajmy jednak od tematu! Wiem, że nie jest to odkrycie roku, ale niedawno po raz pierwszy korzystałam z grupowych przejazdów samochodem. Ja oczywiście za kierownicą, bo na tym miejscu w samochodzie czuję się najlepiej. Z Częstochowy do Krakowa jechałam z jedną przemiłą pasażerką, a z powrotem z dwoma pasażerami. Byli to ludzie, których wcześniej nie znałam, ale jakoś specjalnie nie obawiałam się tej podróży. Upłynęła nam bardzo miło i szybciej niż zwykle. Można było pogadać, a między Krakowem a Olkuszem nie chciało mi się spać, choć na tym odcinku zawsze mam z tym ogromny problem. Jest jeszcze jedna istotna zaleta – koszty paliwa dzieli się między kilka osób, dzięki czemu dość znacznie maleją. Wad raczej nie dostrzegam ;)

Na pewno jeszcze kiedyś skorzystam z tej opcji – być może również jako pasażerka. Ciekawa jestem czy ktoś w Was ma jakieś doświadczenia w tego typu przejazdach. Jeśli tak, podzielcie się nimi z nami!





Pozdrawiam,
Ania

wtorek, 14 maja 2013

grecja


Witajcie.
Kontynuując "przechwałki" o swoich podróżach, chciałabym dziś sfokusować Waszą uwagę na Grecji. Ja jestem nią niezwykle oczarowana. Zachwyciła mnie swoją urodą, kulturą, jedzeniem i panującym tam klimatem. Kiedy stanęłam pośród klasztorów zbudowanych na skałach, poczułam jak bardzo jestem malutka i jak niewielką część tego świata stanowię (pokora!).
Poniższe zdjęcia przedstawiają: Meteory, Skiathos, Kos, Riwierę olimpijską i inne. Stanowi to tylko ułamek tego, co można tam zobaczyć.
Mam nadzieję, że ci, którzy tam nie byli, zapragną tam pojechać, a ci, którzy tam gościli, będą mieli wielką ochotę tam wrócić.
Jestem wśród tych drugich.
Polecam Gorąco!

Pozdrawiam,
Karolina

wtorek, 7 maja 2013

Fairy Tale





Karolina: Kiedy byłam mała, uwielbiałam baśnie. Poza tym, co czytali mi rodzice, pasjami oglądałam bajki Disneya. Moja ulubiona była historia Kopciuszka. Strasznie jarało mnie to, że biedna dziewczynka może zmienić się w księżniczkę. Oznaczało to, że każdy w życiu ma równe szanse przy – niekoniecznie – równym starcie. Z czasem tylko zaczęłam się zastanawiać, dlaczego ona nie miała normalnego imienia, a jej matka chrzestna, która była wróżką, nie zabrała jej od złej macochy, tylko zjawiła się ze swoją różdżką, żeby poprawić jej outfit... Dziś telewizja zasypuje nas kopciuszkami, a wróżki są na każdym kroku, tylko zamiast różdżek mają w ręku karty kredytowe, a my potocznie nazywamy ich stylistami. I teraz – jako duże dziewczynki – uwielbiamy siadać przed telewizorem i oglądać „Diabeł ubiera się u Prady” śledząc metamorfozę bohaterki.
Kto by pomyślał, że bracia Grimm i Charles Parrault będą potrafili tak doskonale przewidzieć telewizyjną przyszłość i ukształtują rodzaj żeński od małych kobiet po te dorosłe. Troszkę tylko współczesnym umyka pointa i zapominają, że spotkało ją to dlatego, że była dobra, a nie dlatego, że miała na sobie szpilki od Louboutina.

Ania: Mała Ania miała bardzo dociekliwy móżdżek – do dzisiaj pamiętam, że moim głównym zmartwieniem podczas oglądania Smerfów było to, skąd wzięły się Smerfiaczki, skoro Smerfetka to jedyny dziewczyński okaz w ich wiosce, a jakoś nigdy nie była w ciąży i nie rodziła  Jak na 5-latkę, całkiem niezła rozkmina... Uwielbiałam też baśnie Andersena, a potem „Anię z Zielonego Wzgórza”. Jak to wygląda dzisiaj? Życie z bajką nie ma nic wspólnego, z czym dawno się pogodziłam. Nadal jednak bardzo lubię czytać książki, choć raczej nie o „cukierkowej” fabule. Wolę, gdy mnożą się komplikacje, a powieść bliska jest prawdziwemu życiu. Nie czekam na magiczną różdżkę czy złotą rybkę, która odmieni moje życie...


Karolina: A ja jestem zdecydowanie po stronie marzących. Może to trochę obciach, ale uwielbiam komedie romantyczne – nawet te najgłupsze. Uwielbiałam bajki dla dzieci, a teraz bardzo lubię te dla dorosłych. Myślę, że gdzieś tam w środku jestem Piotrusiem Panem w spódnicy i pewnie moje marzenia o pięknym życiu są efektem przedawkowania Disneya, ale kim byłby człowiek bez marzeń? Nie masz swojej Nibylandii, w której wszystko jest takie, jak sobie wymarzysz?

Ania: Czasem lubię układać sobie jakieś scenariusze i zastanawiać się, co by było, gdyby... Dotyczy to jednak określonych sytuacji, dążeń, więc nie mogę powiedzieć, że jest to jakaś Nibylandia. Znam jednak kilkoro "bajkopisarzy" - tak nazywam ludzi, którzy opowiadają historie „nie z tej ziemi”, w których są superbohaterami. Jest to jakiś sposób na życia 


Karolina: Hmmm... nigdy nie odlecisz, bo masz stopy zanurzone w betonie.  Więcej romantyzmu:) W niedzielę zaatakuję Cię dawką kobiecej kinematografii, może pomoże

Ania: hehe próbuj, zobaczymy