expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

wtorek, 4 lutego 2014

ćwiczenia z utraty

W moim domu zawsze panował matriarchat. Kobiety były silne nie tylko dzięki swojej liczebności, ale i sposobowi, w jaki radzą sobie z przeciwnościami. Miałam w swoim życiu cztery matki. Ponieważ moja mama ma trzy siostry. Nie lubię nazywać ich ciotkami, bo tych można mieć dziesiątki. To słowo nie oddaje w moim odczuciu pokładu tych uczuć, jakie są między nami. Pierwsze lata swojego życia spędziłam własnie z nimi, potem każde wakacje, każde święta, co któryś weekend... Miasteczko, z którego wywodzą się moi rodzice dało mi w życiu najwięcej radości, ale i najwięcej cierpienia. Półtora roku temu, dwa dni po moim ślubie, po wykańczającej chorobie zmarła jedna z moich matek. Mój świat się zawalił. Wczoraj w wielkim cierpieniu, ale niespodziewanie odeszła moja druga matka. W ciągu dwóch lat straciłam cztery bliskie osoby, w tym dwie o najwyższej randze. Jedyne ćwiczenia jakie ostatnio uprawiam, to te z utraty, ale niestety w tej dyscyplinie nie nabiera się kondycji. Nietzche udawał, że wie co mówi prawiąc co cię nie zabije, to cię wzmocni. Ja tego nie widzę.
 Miasteczko, które dawało mi kiedyś ogrom radości i bezpieczeństwa zostało zburzone, a ja muszę tam jeździć i za każdym razem budować coś nowego na miejscu gruzowiska. Trzeba się z tym pogodzić, takie jest życie... Ja tego nie akceptuję, bo są w życiu osoby, których nikt i nic nie zastąpi i jeszcze bardzo długo się z tym nie pogodzę. 

Karolina

środa, 22 stycznia 2014

przerwa

Zastanawiam się czy ktoś tu w ogóle jeszcze zagląda, skoro nawet my nie robiłyśmy tego w ostatnim czasie. O blog, tak jak o wszystko inne trzeba dbać, ale co zrobić kiedy kompletnie nie ma na to czasu? Chyba lepiej nie pisać nic niż raczyć bzdurami.
Jak przebiega u nas życie? U mnie po staremu ze stertą małych zmian, a u Anki wielkie metamorfozy, ale pewnie sama to opisze jak tylko znajdzie chwilę.
Dziś pierwszy raz w tym roku widzę za oknem porządną ilość śniegu. Wakacje miałam dawno, bo w czerwcu więc dla mnie jakaś ponura pora roku ciągnie się już dość długo. Jeśli nie ma śniegu w święta i moje urodziny (20 stycznia) to może go nie być już wcale. Strzelam focha na pogodę i czekam na wiosnę.
W oczekiwaniu na nią zrobiłam sobie mały remoncik w mieszkaniu i mam teraz nieco jaśniej.
Poniżej mały przegląd ostatnich miesięcy.














Pozdrawiam
Karolina

sobota, 2 listopada 2013

samotność to taka straszna trwoga...



– Na pustyni jest się trochę samotnym.
– Równie samotnym jest się wśród ludzi…
Cześć!


Ostatnio trochę milczałam – wyjazd, chwilę później przeprowadzka, problemy z Internetem, cały czas poszukiwania własnego M (długo można by jeszcze wymieniać) – trochę się dzieje, oczywiście wszystko jednocześnie, ale tak już w życiu bywa…


Jedyne, co się unormowało, to Internet, więc chociaż tyle dobrze, że mogę spokojnie usiąść i napisać. Tym razem nie będzie długo, ale dość refleksyjnie, co jednak nie ma związku ze specyfiką świąt, które właśnie obchodzimy.


Nie bez powodu przytoczyłam na wstępie cytat z nieśmiertelnego „Małego Księcia”. Nie wiem, może tylko ja tak mam, ale ostatnio bardzo doskwiera mi samotność. Nawet nie to, że nie spotykam się z ludźmi, bo robię to dość często, ale chodzi mi o jakiś taki rodzaj wewnętrznej pustki. Jestem pod taką dziwną ścianą, spod której trudno zawrócić i równie ciężko przebić ją głową. „Sytuacja bez wyjścia” – tak to się zwykło mówić? Wiadomo, jakieś wyjścia są, jednak żadne nie jest dobre, a każde drastyczne. Nie jestem gotowa na wyjścia drastyczne. Wiem, czego chcę, ale mam świadomość, że z moimi pragnieniami jestem sama. Nie tak miało być…


Trochę to zakręcone, a ja nie chcę się bardziej uzewnętrzniać, więc zostawię ten post właśnie taki – niedopowiedziany. Na koniec powiem tylko tyle: smutna to sytuacja, gdy najbardziej samotnym jest się w swoim domu, choć nie mieszka się samemu…

Pozdrawiam,

Ania