expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

wtorek, 27 maja 2014

I wanna be a blogstar

Wiem, że jest ze mnie blogerka jak z koziej dupy trąba. Nie reklamuję się, że nie spamuję ludziom postów, nie piszę o modzie i kosmetykach (chociaż je uwielbiam). Jestem za to czytelniczką wielu stron i chętnie czytam co inni mają do powiedzenia. Tak, głównie czytam, bo takie blogi interesują mnie najbardziej, na których ludzie mają coś do powiedzenia. Ale nie są mi też obce strony z paniami pięknie prezentującymi "swój styl" składający się z łachów z umów barterowych albo kupionych za niebotyczne sumy setów z kasy zarobionych z reklam.
Niestety ludzie coraz rzadziej mają ochotę coś poczytać i zabrać głos w jakiejś dyskusji. Jak jest tekst , czytamy pobieżnie i rolujemy do zdjęć. A szkoda. Fajnie jest przecież podyskutować i nierzadko dowiedzieć się czegoś nowego, fajnego. Jeśli już czytamy jakieś ciekawe to albo są one niszowe albo kontrowersyjne albo poradnikowe, a najlepiej jeśli radzą... jak prowadzić bloga i wypromować własną markę - samego siebie.
Po co prowadzić blog?
Starzy wyjadacze zakładali je z czystym sumieniem dla własnych przyjemności. Dziś takie osoby jak Maffefka czy Jessica -niemiecki samochód -Kirshner bujają się na jachtach w Monako, ale przynajmniej coś za nimi stoi.  
Inaczej jest z całą masą innych, które zamiast kochać modę kochają... siebie. Google analytics, instagram, poczta i fb są non stop śledzone, bo przekładają się na blink blink. 
Blogerkę można:
- chwalić
-zachwycać się nią
- pytać skąd coś ma
- pytać czemu jest cudowna

Blogerki nie można:
- krytykować
- zadawać zbyt wnikliwych ptań
-krytykować
-krytykować i krytykować

Dopuszczalne jest:
-pytanie o inspiracje choć w sumie wiadomo, że pochodzi ona from the heart, czyli : jest skopiowana z lookbooka, weheartit, zagranicznej gwiazdy lub pochodzi ze sklepu, który sponsoruje post.

Zdjęcia na blogu:
- kiedyś były rozbielone, dziś coraz częściej wpadają w odcień fioletu
- przedstawiają panią, która ma rozmarzony wzrok patrzący w dal
- panią, która mnie rączkami sukienunie
- panią, która wypina pupkę i biust

Komentarze pod postem:
- coraz częściej są olewane chyba, że w oryginalny sposób napiszesz, że jest piękna
- jeśli są krytyczne zostaniesz zjechana/ny przez nią i grupę psychofanów
- jeśli są zbyt szczere zostaną usunięte
- jeśli zadajesz pytanie, na które nie ma weny odpowiadać zostanie sobie smutne bez odpowiedzi lub usunięte - z szacunku do swoich czytelników

Czytelnicy są:
-psychofanami, którzy ślepo bronią królowej
- przypadkowymi przechodniami po blogach
- niuniami z zaprzyjaźnionego bloga, które sobie słodzą godzinami, promują się wzajemnie i razem jeżdżą na darmowe, promocyjne spendy
- ciekawskimi podglądaczami ( to ja)
- rodziną blogerek
- ludźmi, którzy ich nie lubią

Według blogerek modowych czytelnicy dzielą się na:
- normalnych ludzi
- hejterów

Najbardziej jednak nie rozumiem vlogów w stylu RGP (rockglamprincess), czyli  pieprzenia do kamerki czego to sobie nie kupiłam w tym tygodniu i co znalazło się w glossy boksie polskim , a co w brytyjskim.
Blogowanie i vlogowanie to także sprawa rodzinna. Jeśli masz już kilka tysięcy czytelników to należy od razu wciągnąć w to siostrę, brata, kota, babcie i storczyka.

Oczywiście piszę ten post z wielkiej zazdrości, bo też chcę być taka :( A mój blog jest taki smutny i mało odwiedzany. Blogowanie jest ciężką pracą. Trzeba wstać rano, ogarnąć kawę ze Starbunia, lunch, obiad, kolację, a przy tym na bieżąco cykać foty na insta. Przebrać się, zrobić zdjęcia, iść na zakupy, odpisać na miliony maili dotyczących współpracy, iść na jakąś promocję, wybrać kosmetyk roku, przypozować na ściance na pokazie Brzozy i Paprotki. 
Wysokie schody zaczynają się wtedy, gdy trzeba lecieć do innego kraju, do luksusowego hotelu i iść na promocje Martini, Calzedonii, Clarins i innych marek.

Oczywiście wśród tych blogów mam wiele takich, które naprawdę lubię i szanuję laski, które je prowadzą, ale dziewczyny! to nie jest real life ( w przeciwieństwie do Warsaw Shore). To jest fajne, ale jest też często powodem frustracji wielu młodych dziewcząt, które coraz częściej zamiast inspiracji widzą chwalenie się hihg lifem, podczas kiedy one muszą zapierdzielać po kilka lub kilkanaście godzin dziennie w prawdziwym życiu ze smutną, prawdziwą pensją.

Keep it real :)
pozdrawiam
Karolina

poniedziałek, 26 maja 2014

tatry

Cześć.
Tak się złożyło, że Andrzej od początku roku został bez pracy, a ponieważ miał obiecaną inną (która niestety nie wypaliła) nie wiedzieliśmy co będzie z naszym urlopem. Na szczęście znalazł inną i za tydzień zaczyna. W związku z tym wiedzieliśmy, że nie możemy na razie zaplanować wakacji, bo on nie dostanie wolnego. 
Dlatego jak tylko się dowiedział kiedy zaczyna musieliśmy szybko coś zaplanować. Padło na Polskę, na góry. Baaardzo dawno nie byliśmy na urlopie w kraju (mówię jak bananowiec), ale chcieliśmy mieć pewną pogodę i poznać inną kulturę. Cudze chwalicie, swego nie znacie.

Byliśmy nieco uprzedzeni do Zakopanego, bo byliśmy tam kilka lat temu i znienawidziłam natłok ludzi. Teraz postanowiliśmy pojechać w tygodniu bez weekendów i był to strzał w dziesiątkę ,bo w piątek wieczorem już zaczęło się to, czego nienawidzę - tłok.

Wybraliśmy hotel w Białce Tatrzańskiej. 
Chodziliśmy na spacery (Morskie oko, Gubałówka, Białka, Kościelisko, Butorowy Wierch) i sama jestem w szoku ile kilometrów dziennie potrafię przejść. Leniuchowaliśmy w termach białczańskich i był to czas totalnego relaksu. 

Dziś wiem, że znowu lubię góry i na pewno tam wrócę, ale najbardziej lubię je wiosną i jesienią.
Ponadto uwielbiam obżerać się serami stamtąd, a najbardziej sznurówkami vel. korbaćkami vel. parzenicami i booossskimi lodami z cukierni Żarneckich. Polecam!!!

Teraz czekamy na kolejny urlop, który mam nadzieję będziemy mieć na początku września, ale tym razem już nad morzem. Może Chorwacja? Co Ty na to Aśka? :)

































Pozdrawiam
Karolina

piątek, 4 kwietnia 2014

zakupowa anoreksja

NIE MAM SIĘ W CO UBRAĆ! Tak kilka razy w miesiącu użala się przed szafą każda z nas. Jedne naprawdę mają trzy rzeczy na krzyż i niewystarczające środki na ciągłą zmianę garderoby, inne są zawalone szmatami. Oczywiście jest kilka, kilkanaście jak nie kilkadziesiąt typów kobiet: zakupoholiczek, kolekcjonerek i innych, ale nie jestem socjologiem więc nie będę się bawiła w wyodrębnianie.
Zastanawiam się tylko czy znam jakąś kobietę, która mogłaby powiedzieć, że nie ma problemu z wybraniem garderoby lub taką, której czegoś tam nie brakuje... hmmm... nie znam. 
Moja własna rodzicielka jest zdecydowanie kolekcjonerką i permanentnie nie ma co na siebie włożyć. Teraz, kiedy mają w domu remont i trzeba było przewertować swoje wszystkie szafy (tak, tak - wszystkie, nie jedną) okazało się, że znalazła tam wiele skarbów. Z radością dopatrzyła się rzeczy, w których była raz i zapomniała jak i również takie, którym dyndała metka. 
Po co nam tyle ciuchów? Przeczytałam ostatnio raport, z którego wynika, że nieco ponad połowa z nas nie nosi rzeczy, które kupiła dlatego, że nie spodobały się one partnerowi lub przyjaciółce. Na naszych wieszakach piętrzą się szmaty, za które pewnie moglibyśmy pojechać na wakacje, a przynajmniej na jakiś weekend.
Ponieważ w ostatnich latach mój rozmiar zwiększył się z ludzkiego na namiotowy muszę powiedzieć, że w tej materii mam jednak ograniczenia. Nie mogę sobie wejść do absolutnie każdego sklepu i kupić czegokolwiek, ale stwierdzam, że dzięki bogu, bo jestem genetycznie obciążona kolorystycznym i stylistycznym dopasowywaniem wszystkiego. Moim przekleństwem niestety stał się internet i zakupy online.
Sama zauważyła, że mam okresy, w których nie podoba mi się nic i długo niczego nie kupuję, ale niestety ostatnio jestem na etapie, że podoba mi się zbyt wiele.
Jakie rady? Oczywiście cudownie było by posiadać swojego Goka Wana, który co sezon skompletuje nam 24- elementową garderobę, w której wszystko pasuje do wszystkiego, ale niestety... 
-Po pierwsze warto więc poszukać sobie substytutu stylisty w postaci przyjaciółki, której gust sobie cenimy i konsultować z nią wiele rzeczy. Sama mam taką jedną, której podsyłam zdjęcia rzeczy, które mi się podobają. Oczywiście ona czasem krzyczy "nieee!!!", ale nie musimy się zgadzać w 100 %
- Po drugie zanim coś kupisz zastanów się czy będziesz miało to z czym zestawić. Piękna rzecz, która jest niekompatybilna z twoim stylem będzie zapewne wisiała w szafie jako trofeum
- Po trzecie: twoja szafa ma pewną wytrzymałość. Sądzę, że nie jest zrobiona z gumy i nie może dowolnie zmieniać swojej objętości dlatego zrób w niej co jakiś czas porządek i wyrzuć/sprzedaj/oddaj te, w których już nie chodzisz żeby zrobić miejsce nowym
     - rada Karoliny: rób porządki z kimś jeśli jesteś sentymentalna. Bezstronne oko oceni czy rzecz jeszcze do czegoś się nadaje, a jeśli  masz wielkim problem schowaj na jakiś czas rzecz i jeśli o niej zapomnisz dobierając każdego dnia ciuchy to znaczy, że nie jest tak niezbędna.
- Po czwarte: staram się kupować w miejscach, w których mogę zwrócić rzeczy i mierzę je od razu po powrocie do domu w lustrze, które mnie nie wyszczupla i nie wydłuża jak lustra sklepowe.
Nie będę się więcej wymądrzała, bo sama mam ostatnio problem z zakupami, ale jeśli przyda Wam się cokolwiek co tu nabazgrałam to bardzo się cieszę. 
A może Wy macie dla mnie jakieś rady?






Pozdrawiam 
Karolina